środa, 19 sierpnia 2009

42-debata.

co robić? jak lepiej?

krótkie:

Photobucket Photobucket

średnie:

Photobucket

dłuższe niż krótsze:

Photobucket

czy całkiem długie:

Photobucket

Photobucket

POMOCY!

PS a może zafarbować..? ;)

Photobucket

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

41-party time.


Photobucket


Photobucket

Photobucket Photobucket

bluzka h&m
spodnie new yorker
naszyjnik new yorker
buty quazi

foty z vipowskiej imprezy, która odbyła się w maciusiowym pokoju w czeladzi.

PS nareszcie w domu! i to na dłużej niż 2-3 dni!

czwartek, 13 sierpnia 2009

40-spacerkiem.

dopiero co wróciłam, a już muszę się z Wami żegnać. jutro, razem z rodzinką, wyjeżdżam do wiednia, do mojej cioci. w sumie cieszę się, że jedziemy, naprawdę rzadko się z nią widujemy, a uwierzcie, moja ciocia jest najlepszą ciocią na świecie ;) mam jeszcze trochę rzeczy do spakowania dlatego wrzucam zdjęcia dzisiejszego, dość zwyczajnego, outfitu.
miłego weekendu!

PS wyjazd do czeladzi był bardzo udany! postaram się wrzucić z niego jakieś zdjęcia po powrocie.
PS 2 przepraszam, że zaniedbałam Wasze blogi, ale naprawdę nie mam kiedy spokojnie usiąść przed komputerem i napisać coś mądrego -.- na szczęście ten wyjazd jest już chyba ostatnim więc gdy tylko wrócę..;)
Photobucket

Photobucket Photobucket

Photobucket

bluzka: h&m
marynarka: zara
spodnie: sicko 19
buty: ccc
kopertówka: sh

foty: kot

sobota, 8 sierpnia 2009

39-wakacje.

nareszcie mamy z kotem prawdziwe wakacje. bo albo pływamy w jeziorze (pogoria)..

Photobucket

..albo chillout'ujemy się na basenie w ogródku filipowych dziadków (tak! mają basen..)..

Photobucket

..albo.. ratujemy umierające zwierzątka..! taka przygoda przydarzyła nam się pierwszego dnia. zaraz po przyjeździe do czeladzi postanowiliśmy wybrać się na dorotkę (górka z przyjemnymi widoczkami). niestety nie dane nam było na nią dotrzeć. w połowie drogi zauważyłam, że na drodze coś leży. a w dodatku, że to coś się rusza! filipek wcisnął hamulec i już po chwili biegliśmy w kierunku stukniętego stworzonka. na miejscu okazało się, że tym nieszczęśliwcem był kotek. śliczny, biedny kotek :( wyglądał naprawdę okropnie (osoby wrażliwe może raczej niech tego nie czytają i przejdą od razu do zakończenia historii), widać było, że oberwał w pyszczek, stracił sporo krwi i ledwo oddychał. taka sytuacja zdarzyła nam się po raz pierwszy więc na początku nie bardzo wiedzieliśmy co robić. przenieśliśmy kotka na pobocze i staliśmy jak wryci. na szczęście w naszym kierunku zaczęli iść jacyś ludzie, których zapytaliśmy o adres najbliższego weterynarza. po 5 minutach byliśmy na miejscu. muszę przyznać, że lekarz zachował się fachowo. kiedy tylko zobaczył krwawiącego kotka na rękach filipa przeprosił panią, która już była w jego gabinecie, dosłownie porwał od nas kicię i zaczął ją (a raczej, jak się później okazało, jego) badać. nie mogłam patrzeć na cierpienia zwierzątka dlatego usiadłam przed gabinetem. kiedy zza ściany usłyszałam słowa 'stan agonalny' wybiegłam z płaczem na zewnątrz..niby to nie było moje zwierzę, ale to jednak stworzenie, które czuje i cierpi :( okropne uczucie. lekarz, który zajął się kotem musiał być chyba cudotwórcą bo kiedy po 20 minutach zdezorientowana wróciłam do środka zobaczyłam naszą kicię podłączoną do kroplówki i utrzymującą w miarę poprawną pozycję siedzącą. ulga była ogromna. i już po kilku antybiotykach, witaminach, glukozie, środku przeciwwstrząsowym i przeciwbólowym kotek był w całkiem, całkiem niezłym stanie :)) nie jestem w stanie opowiedzieć o wszystkim, bo działo się dużo, powiem tylko, że nie mogliśmy uwierzyć, że ten kot, który ucieka przed nami po całym ogrodzie z drugą prędkością kosmiczną to ten sam, który dziś po południu dogorywał na drodze..:) dodam, że potrzeba było czwórki dorosłych, poważnych (taa..) ludzi żeby kociaka złapać. w sumie zostawilibyśmy go już w spokoju gdyby nie wenflon, który miał w łapce. z tego powodu następnego dnia znowu stawiliśmy się u weterynarza. wtedy okazało się, że nie jest tak wesoło. pozostawienie kota na dworze w stanie obecnym równałoby się jego śmierci..nadal nie był w stanie jeść normalnego pokarmu. tylko że my nie mieliśmy co z nim zrobić! nikt z osób, które tam znaliśmy nie mógł go przygarnąć. ostatecznie zawieźliśmy go do schroniska w katowicach i tam zostawiliśmy. przysięgam, że łezka w oku mi się zakręciła kiedy wychodziliśmy z tego smutnego, szarego budynku. myśleliśmy, że nasza przygoda zkotem na tym się skończy, ale nie. po godzinie zadzwonił do nas wujek filipka-szymon z cudowną wiadomością. jego dziewczyna przygarnie kotka! tak pozytywnego zakończenia tej historii nikt z nas się nie spodziewał. kotek, który mógł od 3 dni być martwy otrzymał drugą szansę i znalazł nowy, a raczej pierwszy dom :) przyznajcie, zasłużył na to..

Photobucket

uff..ale się rozpisałam :) ale musiałam Wam o tym opowiedzieć. zresztą, teraz pewnie wiecie skąd nick kotowa, jestem taką trochę kocią mamą ;)
no i żeby nie było, że odbiegam od tematyki bloga to jeszcze jeden z moich tutejszych outfit'ów:

Photobucket
Photobucket

koszulka: new yorker
spodnie: fishbone (przecena ze 190 na 20 zł!)
buty: z małego sklepu obuwniczego w moim mieście
łancuszek: moja alternatywa dla h&mowego łańcuszka ;) new yorker

foty: filipek i ja

do napisania! :*

wtorek, 4 sierpnia 2009

38-pozłacana.

wiem, że częstotliwość z jaką dodaję nowe posty jest co najmniej mało imponująca, ale ostatnio tyle się dzieje, że naprawdę nie mam głowy do robienia sobie zdjęć.
po pierwsze: w ten weekend, na kociej działeczce, odbyła szalona impreza taneczna. w doborowym towarzystwie podrygiwaliśmy od 18 do 4 rano aby na 3 godziny polegnąć w namiotach, a następnie udać się na cały dzień na basen (uwierzcie, że po przeskakanej nocy w miejscu, w które nie wie co to przyzwoite warunki sanitarne, dzień w wodzie jest tym o czym marzyliście przez cały czas, leżąc w małym i dusznym namiocie). kiedy już wróciliśmy jedyną rzeczą, którą byłam w stanie zrobić było padnięcie na łóżko ;)
po drugie: wczoraj oglądałam drugie mieszkanie i chyba się na nie z dziewczynami zdecydujemy. nie jest to pałac, ale ma 50m kw, świetną lokalizację i kosztuje tylko 1400 zł ! (plus opłaty oczywiście). a ja już mam w głowie szczegółowy plan jak je upiększyć ;)
po trzecie: szykuję się do kolejnego wyjazdu. jutro, razem z moim kotem, wyprawiamy się na śląsk i okolice(konkretnie katowice, czeladź, sosnowiec) do kociej rodzinki. zabawimy tam około tygodnia, ale myślę, że w międzyczasie uda mi się wstawić jakiś nowy post. jeśli maciuś użyczy mi internetu, oczywiście :)
jeśli chodzi o wymówki to to by było na tyle. teraz, korzystając z tego, że już siedzę przed tym komputerem i piszę tą notkę odpowiem na parę pytań, które pojawiły się w komentarzach:

1) taaak, kot i filip to jedna i ta sama osoba ;) w sumie jak tak patrzę na moje chaotyczne wypowiedzi to się wcale nie dziwię, że niektórzy się pogubili. i żeby wyjaśnić tą sprawę do końca: kot jest nie tylko filipem, a filip nie tylko kotem. obydwaj są moim ukochanym wybrankiem ;)
2) blizna, którą często możecie podziwiać na zbliżeniach to pamiątka po drzwiach od łazienki. to było daaawno temu. z całego wieczoru, w który to się stało pamiętam tylko jedną rzecz. jak wpadłam w histerię, gdy dowiedziałam się, że w szpitalu będą mi robić jakieś zdjęcia. 'zdjęcia!?! w PIŻAMIE!?' ;P no ale miałam wtedy może 4 latka i nie znałam pojęcia rentgen.
3)nieee..nie mam wschodnich korzeni ;) jestem polką z dziada pradziada, a mój typ urody jakoś nigdy nie wydawał mi sie specjalnie egzotyczny. ale skoro tak się prezentuję to nic tylko się cieszyć!
4)znów pojawiły się pytania dotyczące moich studiów, więc napiszę jeszcze raz. uniwerek wrocławski, kierunek biologia z chemią.
5)na koniec odpowiedź dotycząca wzrostu. sporo osób o to pytało dlatego zdradzę-171 cm.
tyle!
tymczasem pozdrawiam i zostawiam Was ze zdjęciem z niedzieli. do napisania!

Photobucket

marynarka z cekinów: monnari
czarna bluzka: chyba orsay
kolczyki: orsay

fota: kot