sobota, 9 maja 2009

13-prawie jak...

...boyfriend jeans. prawie bo tak właściwie to prezentowane spodnie powinnam nazwać mother jeans :) taaak, mama wykopała je chyba spod ziemi, ale są! cudowne, jaśniuteńkie wranglery z czasów kiedy ja nie byłam jeszcze w planach..najlepsze jest to, że wyglądają jakby nigdy nie były noszone dlatego osobiście będę mogła je znosić :)
żeby dopełnić ten jakże rodzinny strój założyłam koszulkę taty i pozawijałam z każdej strony.
wybaczcie, że nie mam na pierwszym zdjęciu butów (mam nadzieję, że jakoś przeżyjecie widok moich stóp, na szczęście wczoraj przeszły wszelkie możliwe zabiegi upiększające ), ale skończyli mi się członkowie rodziny, od których mogłabym je zabrać. a tak serio to pierwszy raz robiłam sobie sama zdjęcia i tak jakoś wyszło..(ah te emocje).





fathers tshirt: wygrana w konkursie na wakacjach
mothers jeans: wrangler
sandały: bez marki
foty: ja i filipek

czwartek, 7 maja 2009

12-ciemno już..

nie jestem zadowolona z tych zdjęć. kiedy w końcu znalazł się jakiś fotograf było już ciemno i trzeba było użyć flesha. a ja tak nie lubię zdjęć z fleshem...przez to torebka wydaje się być pomarańczowa, a ma raczej kolor podobny do tego z butów. na moje miny i pozy proszę nie zwracać uwagi. byłam wycieńczona psychicznie i fizycznie. psychicznie bo zdawałam dzisiaj ustny angielski ( tekst kolegi do obrazka z ludźmi karmiącymi zebry 'zej ar iting animals'..). oczywiście wpadłam w totalną panikę, ale jakoś poszło. jak już miałam to za sobą głęboko odetchnęłam i poleciałam na aerobik. bardzo sprytnie zatrzasnęłam się w śmierdzącym kiblu po czym spędziłam tam 20 minut (tyle czasu mojej mamie zajęło zorientowanie się, że mnie nie ma). takiej traumy już dawno nie przeżyłam...proszę się więc nie dziwić, że takie rzeczy potem przed obiektywem wyrabiałam :3
no to chyba tyle, idę się poupajać świadomością, że połowę matury mam już za sobą..

sukienka: targ

bolerko (a raczej bluzka zaguzana z tyłu): orsay

buty: deichman

torebka: jakiś tam butik

korale: promod

foty: tato

środa, 6 maja 2009

11-w biegu.

mam dosłownie 5 min zeby wstawić tą notkę dlatego tylko szybciutko napiszę, ze strój był skomponowany w takim samym pośpiechu jak ten wpis. to musiała być chyba druga prędkość kosmiczna bo nie zauważyłam jak bardzo wygięte były spodnie..

a teraz spadam pouczyć się do jutrzejszej matury!



in the picture i can see..

katana: wintydż

koszula: aronoł..

spodnie: promod

buty: h&m

torba: promod

chusta: wycięty kawałek z koszuli

fotos: fader

poniedziałek, 4 maja 2009

10-jestem hardkorem.


Niby wiem, że matura to bzdura (a dzisiejszy polski to potwierdza w 100%), ale trzeba przynajmniej stwarzać pozory ;)Dlatego ostatnio jest mnie tu mniej i będzie jeszcze mniej przez najbliższy czas.Proszę więc sobie nie myśleć, że jestem lisek chytrusek i z chęcią zbieram komentarze odwdzięczając się niczym. Po prostu rzadko tu bywam.Ale już niedługo..:)

Zestaw jest z soboty i jest odzwierciedleniem lat gimnazjalnych. Chyba każdy przeżywał w tym wieku tzw. bunt.Co prawda u mnie nie skończył się on zakolczykowaniem i wytatuowaniem całego ciała, dredami na głowie, umiłowaniem taniego wina i innymi właściwymi temu stanowi, ale słowo, że tak by to pewnie wyglądało gdyby nie moi konserwatywni rodzice.Teraz mogę im tylko dziękować :)
Bunt jak to bunt, wygasł jakiś czas temu bo poziom hormonów uspokoił się, a lista rzeczy do znienawidzenia przepadła.Z tego okresu pozostały tylko wspomnienia i ciuchy, m.in. te glany. Co ja się za nimi napłakałam! Słowo harcerza, że kiedy stojąc w sklepie i tuląc je do serca usłyszałam z ust mamy i taty odmowę rozpłakałam się (jak ja się pokażę w moim zbuntowanym towarzystwie!?).Na szczęście już po godzinie błagania i szlochania stałam się właścicielką tych oto słonecznych steel'ów. Ale miałam radochę :)
Kamizelka była o dziwo kupiona w jakimś snobistycznym sklepiku wypełnionym tandetnymi bluzeczkami i święcącymi szpilkami w tym gorszym wydaniu. Nie pamiętam czemu tam weszłam, ale nie żałowałam. Kamizelka idealnie wpasowała się w moją szafę pełną flanelowych koszul (po 1,50zł każda).Fajnie się wspomina tamte czasy, ale mimo wszystko cieszę się, że mam to już za sobą. A mama z wielką ulgą wywaliła kolekcję koszul :)





(obowiązkowa mina na 'strapioną kaczkę')


bluzka: orsay

koszulka: cubus

kamizelka: brak danych

spodenki: zara

buty: steel

zdjęcia: filip

a w ramach gratisu przedstawiam moją konserwatywną mamusię:)

ah! no i bardzo proszę trzymać za mnie kciuki :)

piątek, 1 maja 2009

9-moszna jest w piątek czynna? -moja tak.



UPDATE: napisałam notkę cały czas pamiętając, ze nie wolno mi uzywać polskiego znaku ukazującego się po kombinacji alt+z. niestety zrobiłam to w ostatnim zdaniu i cały wysiłek poszedł się paść. nie wiem czemu mój głupi komp usuwa mi wszystko kiedy tylko zapragnę zamanifestować swój patriotyzm pisownią polskich znaków, ale bardzo mnie to denerwuje. Swoją złość mam zamiar zamanifestować. nowej notki nie będzie.



za to foty tak :)


wiem, ze wyszłam tu jakbym była wpisana w prostokąt, ale to jedyne zdjęcie gdzie mniej więcej widać jak to od przodu wyglądało. tak jakoś nie pomyślałam o tym wtedy i tylko na szybko filip cyknął mi coś takiego.

bluzka: promod

katana: vintage

leginsy: h&m

buty:promod

pasek: promod


piknik w mosznej to idealny sposób zeby zapomnieć o maturze.
z pewnych przyczyn nie napiszę teraz nic więcej. reszta jutro. teraz foty:







zdjęcia: ewelinka i ja